List do Wiktora
- Przez kruku --
- Monday, 15 Aug, 2022
Historia ta rozpoczęła się od tajemniczego listu z Rosji, który przywiózł do jednego z mieszkańców X pewien lekarz o imieniu Władysław. Był rok 1979 …
Oto treść tego listu:
'Drogi Wiktorze!
Na wstępie serdecznie witam Cię i pozdrawiam, w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego.
Witia - bardzo dziękuję Ci za list i kartę z życzeniami oraz przesłanie tego, o co Cię prosiłem.
Ja czuję się coraz gorzej. Kilka dni temu wyszedłem ze szpitala. W lewym kolanie mam założoną rurkę. Witia - ja wiem, że już nie przyjadę do Polski, chociaż tak bardzo tego pragnąłem.
Jeszcze w siedemdziesiątym roku myślałem, że mi się uda, ale życie potoczyło się nie tak. Witia, wszystko opiszę Ci w liście pocztowym, a tymczasem chciałem powiedzieć Ci o czymś innym.
Witia - czy Ty jeszcze pamiętasz Ottona Kleberga - Austriaka? On po ostatniej bitwie znalazł się wraz ze mną w Lazarecie w W, a potem zaraz zmarł od ran. Musisz go pamiętać, bo jego jedynego chłostali w obozie Montelupich w Krakowie. On w tym obozie miał koję ze mną.
Musisz pamiętać. Otóż Witia, ja i Otton mieliśmy pewną tajemnicę. Przed ostatnim bojem (. . .), ja i Kleberg ukryliśmy wszystko, co nam powierzono, · w Krakowie. To wszystko znajduje się w skałach, około pięć kilometrów od X. Wiktor, ja mam już prawie 90 lat i do Polski nie przyjadę, dlatego jeżeli masz na tyle sił i zdrowia to znajdź to miejsce. Tam musi być wykuty znak X i krzyż na skale, a pod tym znakiem, pod kamieniem będzie zelówka z buta. Od tej
skały dziesięć kroków w prawo jest ukryty plecak, a w nim tyle, że chociaż byłoby nawet was dziesięciu chłopów to i tak Tobie i rodzinie Twojej wystarczy. Otton też swoją część gdzieś ukrył, bo jak spotkaliśmy się na dole to też już nic nie miał przy sobie. Potem ja bylem ranny i Otton też, ale on wkrótce zmarł. Wiktor, wiesz że nie mogłem przyjechać przez te lata, to teraz to Tobie
przekazuję. Pod kopertą masz mapę tego miejsca, a szybciej je znajdziesz jak nie zapomniałeś czym paliliśmy zimą trzynastego roku w Krakowie. Jak Ci się powiedzie to mi napisz, a jak nie to też, bo tego miejsca i tych skał może już nie ma. Życzę Ci Witia na koniec dużo zdrowia i niechaj Cię Bóg błogosławi.
Gdy Władysław odda Ci ten list to mi odpisz
Konstanty.
11.04.1979 Wielkie Łuki"
Kiedy Wiktor dostał ten list w 1979 r był już bardzo schorowany i słaby, niedługo zmarł.
Przed śmiercią przekazał list swojemu synowi, który mieszkał niedaleko. I właśnie on poprzez znajomego dotarł do członków Grupy Janowskiej i zapoznał ich z listem. Tematem tym zajęli się Zdzisław G. wraz z Ryśkiem U., do poszukiwań rzeczonej skały wciągnęli zaprzyjaźnionych poszukiwaczy Jana C. wraz ze szwagrem A.
Wspomniany syn Wiktora wskazał im prawdopodobną skałę opisaną w liście, faktycznie na skale były wykute znaki, a pod kamieniem grupa znalazła zelówkę. Po odmierzeniu kroków spawdzili wykrywaczami miejsce, jednak nie było sygnału ... Postanowili kopać, wykopali dużą dziurę, jednak nic nie było. Nie pozostało nic innego jak sprawdzić teren w pobliżu skały, co zresztą uczynili. Jednak bez efektu. Wracali tam jeszcze przez kilka lat w nadziei, że może znajdą plecak Ottona. Po kilku latach Jan C. postanowił sprawdzić lekarza Władysława, który przywiózł list, okazało się, że tuż po swojej podróży do Rosji wyprowadził się do Warszawy i prowadził dostatnie życie. Biedny Konstanty nie ufał komunistycznej poczcie i postawił na złego konia...
Otton na zawsze zabrał do grobu tajemnicę ukrycia swojego plecaka.
tekst ukazał się pierwotnie w numerze drukowanym Wydania Specjalnego miesięcznika Poszukiwania

